Historia pracowitej Hanki tkaczki czyli jak powstaje obrus lniany
Historia pracowitej Hanki tkaczki czyli jak powstaje obrus lniany

    Całe pracowite życie Hanki toczyło się wokół kilku mórg ziemi, na których wraz z mężem i kilkorgiem dzieci gospodarowali. Ludzie we wsi uważali Hankę za najlepszą tkaczkę w okolicy. Tkała i przędła len od zawsze. Potrafiła uprząść nici i utkać najcieńsze płótna na białe odświętne koszule, a grubsze zgrzebne na worki i torby. Tkackiego rzemiosła uczyła się za młodu od babki. Osiągnąwszy siedemnaście lat, uprzędła i utkała ślubną wyprawę oraz bieżniki w prezencie dla swatów. Wyhaftowała pięknie lnianą koszulę do ślubu. Wszystkie jej dzieci, których urodziło się przez lata pięcioro, niesiono do chrztu w najbielszych lnianych koszulkach i kołysano na polu przy robocie w przenośnych, lnianych kołyskach. Hanka wiedziała, że dzieci chowają się najzdrowiej w lnianych pieluszkach. Bo len trzyma ciepło, chłonie wilgoć i „nie ma do niego dostępu żadna siła nieczysta”.

     Praca Hanki wiejskiej tkaczki-gospodyni biegła rzecz jasna rytmem pór roku. W końcu kwietnia na świętego Jerzego wysiewała siemię lniane na zagonie koło stodoły. Sąsiadki mawiały „Chcesz mieć kęs płótna dobrego, siej na świętego Jerzego”. Ziemia na zagonie była lekka i żyzna w sam raz, by obrodzić w wysoki len. Gdy w maju zakwitały drzewa owocowe rodzina rozwieszała w sadzie lniane płótna utkane poprzedniego roku do bielenia na słońcu. W czerwcowe wieczory córki i mały synek Hanki pielili len z chwastów, aby rośliny wyrosły wysokie i proste. W lipcu lubili patrzeć na niebieskie kwiatki mieniące się o zachodzie. Pod koniec sierpnia na dożynki wplatali gałązki lnu do wieńców dożynkowych. Cała rodzina pracowała przy ustawianiu niewielkich snopków wyrwanego lnu przy ścianie stodoły, aby wyschły. Gdy w jesieni mieli więcej czasu len moczyli w stawie na łące. Po kilku tygodniach moczenia szare paździerze oddzielały się łatwo od cennego srebrnego włókna. Międlenie i trzepanie lnu odbywało się w listopadzie.

    W gospodarstwie Hanki i jej męża nic się nie marnowało. Z środkowej części łodygi uzyskiwali długie, najcieńsze włókna na najdelikatniejsze tkaniny. W korzeniowej i górnej części łodyg włókna były krótsze i grubsze używane raczej do wyrobu zgrzebnych płócien. Od Adwentu do końca Wielkiego Postu w izbie przędli nici lniane i tkali. Wystawiali na środek motki, krosna, aby schować je dopiero przed Wielkanocą. Co roku wyciskali olej z nasion lnu. Był on jedyną okrasą jedzenia w Adwencie, Poście i w piątki. Kiedy oleju do jedzenia było pod dostatkiem, gotowali go długo z dodatkiem soli ołowiu i otrzymywali pokost lniany. Mąż Hanki impregnował nim drewniane mebelki, które zimą strugał w warsztacie. Wytłoki po zrobieniu oleju zjadały świnie i gęsi. Paździerzami z kolei ocieplano budę psa, a czasem też ściany chałupy. I tak mijał pracowity rok, nadchodził kwiecień na kolejny siew nasion.

    Lniane płótno zawsze było niezbędnym materiałem w pracach gospodarskich i od święta do dekoracji. Wykonywano je ogromnym nakładem pracy. Na szczęście lniane tkaniny służyły przez długie lata i z czasem stawały się bardziej szlachetne i miękkie. Ludowe przysłowie mówiło „Wełna leży - wyleży błoto. Len leży - wyleży złoto”. O wartości lnianych tkanin świadczy fakt, iż niegdyś płaty lnu były wśród Słowian środkiem płatniczym. Do tej pory używamy słowa „płacić” czyli po dawnemu dawać płaty lnu.

    Kiedy położycie na stole lniany obrus, pomyślcie o rytmie pór roku, dzięki którym len rośnie i o pracowitych ludziach, którzy od setek lat tkali len. Kierowani myślami o powrocie do naturalności, nie marnowaniu niczego i życiu w zgodzie z rytmem pór roku, wybraliśmy dla was kolekcję najpiękniejszych, prostych obrusów, serwet i bieżników lnianych z wysokiej jakości polskiego lnianego płótna. Zobacz

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium